Niedługo po jej odejściu wróciłem do swojego pana. Zdrzemnąłem się i wyszedłem na spacer. Kiedy nad ranem postanowiłem wrócić (a byłem dość daleko) usłyszałem czyjś śpiew. Nadal w postaci kota podszedłem nieco bliżej i zacząłem się przysłuchiwać, schowany za drzewem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz